Monthly Archives: Marzec 2014

Szarlotkowy update – Zimowe podróże i wiosenne tęsknotki

Czas na mały K8-update!

Jeśli ktoś obserwowałby wnętrze mojego umysłu, na pewno stwierdziłby, że ostatnie kilka tygodni przebiegło burzliwie.

Warunki zewnętrzne nie były zbyt dużą pomocą – w Charlottesville zapanowała długa i zaskakująco śnieżna zima. Każdy opad powodował paraliż miasta, zamknięcie szkół, odwołanie zajęć na UVa itp. Snow Day – dla jednych to wymówka, żeby nie iść do szkoły/pracy, tylko zbudować bałwana w ogródku. Dla innych – konieczność przedzierania się przez nieodśnieżone chodniki, żeby w końcu dotrzeć do pustego labu. Od kilku dni śpiewają już ptaszki i temperatura skoczyła w bardziej akceptowalne rejony, ale ciągle zdarza się nagłe ochłodzenie, co jest irytujące.
P1100828

P1100826

P1100825

 

Na cały miesiąc przyjechał do mnie z daleka wyczekany Gość. Zwiedziliśmy razem jeszcze raz NYC i DC 🙂 Fajnie wystąpić w roli przewodnika po tych miastach. Przy okazji – coś czuję, że niedługo trzeba będzie spisać jakiś poradnik, chociażby dla mojej siostry (visiting soon) i jeszcze naszej nowej koleżanki Bridget z Niemiec, która też planuje zwiedzać Wschodnie Wybrzeże. A nuż przyda się jeszcze komuś 🙂

Kilka obrazów z NYC.

…i z DC.

Jak myślicie, które miasto fajniejsze? 🙂

 

 

Dużo czasu i energii poświęciłam ostatnio na różne przemyślenia i pracę nad sobą. Byłam zmuszona podjąć kilka poważnych decyzji. Uświadomiłam sobie, że czuję się przy tym trochę zagubiona i samotna. Te wszystkie spotkania ploteczki i rozmowy z rodziną, przyjaciółmi i znajomymi, które były częścią mojego życia w Warszawie, nie miały na celu tylko przyjemnego spędzenia czasu, ale dawały mi też poczucie przynależności i wsparcia, kiedy zmagałam się z dylematami, niezależnie od ich rangi.

Na codzień zupełnie nie czuję się samotna w Szarlotce. Jednak są momenty (a im dłużej mieszka się tak daleko, tym częściej się pojawiają), kiedy naprawdę można zatęsknić za domem. Co wtedy zrobić?

Po zerowe (czyli absolutna podstawa) – otaczać się mądrymi, silnymi ludźmi.

Po pierwsze – ćwiczyć jogę. To mój najskuteczniejszy poprawiacz nastroju. Razem z Betti cały czas wytrwale trenujemy i to jest naprawdę super – dla ciała i umysłu.

Po drugie – medytować. To znaczy tak mi się wydaję – jeszcze nie potwierdzam na 100%. Razem z Chrisem zapisaliśmy się na kurs medytacji w Insight Meditation Community of Charlottesville. Póki co byliśmy na jednym spotkaniu i jesteśmy bardzo podekscytowani! Mam nadzieję, że będę wystarczająco wytrwała i uda mi się naprawdę zainstalować to narzędzie w moim mózgu. Wydaje się, że to dobry sposób, żeby zachować równowagę, wyćwiczyć kontrolę nad umysłem czy zdolność koncentracji.
Ostatnio odkryłam też appkę, która pomaga w treningu. Jeszcze nie testowałam (zacznę dzisiaj), ale wygląda obiecująco.

Po trzecie – pracować. Cokolwiek by się nie działo w mojej głowie, robota sama się nie zrobi. Poza tym, zgodnie z zasadami buddyzmu, każda chwila wpływa na następną. Dlatego jeśli wykonam dobrze to, co muszę tu i teraz, to automatycznie pozytywnie wpływam na swoją przyszłość.

Od zawsze niezastąpionym sposobem na ubarwienie rzeczywistości jest dla mnie robienie planów podróżniczych. Wiosna szykuje się pod tym względem wyjątkowo ciekawie. Jak tylko o tym pomyślę, od razu mam uśmiech na twarzy. Ale o szczegółach będzie kiedy indziej.

Peace.

K8

Follow

Get every new post on this blog delivered to your Inbox.

Join other followers: