O tym jak siostry spotkały Generała

P1110051

Ta historia sięga daleko wstecz. Nawet bardzo daleko.

Otóż przy różnych okazjach, w których konieczne jest podanie nazwiska (typu wizyta u dentysty), członkowie mojej rodziny byli pytani o pokrewieństwo z amerykańskim generałem Rownym [rałnim]. Bywało to trochę krępujące, ponieważ nikt z rodziny nie miał na ten temat żadnych informacji. Z jednej strony – nazwisko to samo, a wcale nie tak pospolite. Z drugiej – jak by miało to pokrewieństwo wyglądać? Sprawa stała się czymś w rodzaju inside joke między mną, mamą i siostrami.

Temat niespodziewanie powrócił, kiedy wyjechałam do Stanów. Moja mama zgadała się ze swoją przyjaciółką, której mąż zajmuje się produkcją filmów. Okazało się, że Generał faktycznie istnieje, mieszka w Waszyngtonie (ma to sens) i mimo podeszłego wieku (97 lat!), prowadzi aktywne życie, wydaje nowe książki i być może powstanie o nim film dokumentalny.

Pierwsze co zrobiłam, to oczywiście googlowanie. Jedno spojrzenie na zdjęcie Generała powiedziało więcej niż tysiąc słów – podobieństwo do mojego dziadka Zygmunta jest niekwestionowane. Notka w Wikipedii dała kolejne wskazówki – rodzina Generała pochodzi dokładnie z tego samego regionu, co nasza. Pomyślałam, że to nie może być przypadek.

Jakiś czas później dostałam (również przez mamę) kontakt do pani Celiny Imielińskiej, która zna się z Generałem i bardzo aktywnie promuje pomysł nakręcenia o nim filmu biograficznego (według mnie na podstawie jego kariery można by spokojnie nakręcić hollywoodzki film akcji). Kilka maili później miałam już osobisty adres email Generała Edwarda Rownego.

Syn Generała, Peter, który zajmuje się genealogią rodziny, nie znalazł bezpośredniego pokrewieństwa z naszą gałęzią Równych. Ok, przyjmuję to do wiadomości, chociaż chyba przyznacie, że dowody są mocne? 🙂 Mimo wszystko Generał wyraził zainteresowanie spotkaniem. Kiedy okazało się, że do Waszyngtonu przyjedzie moja siostra, dołożyłam starań, żeby umówić tak, byśmy obie mogły wziąć w nim udział.

Przechodząc do konkluzji – spotkanie miało miejsce w sobotę! Było to niesamowite doświadczenie.

Generał mieszka w specjalnym kompleksie apartamentów, przeznaczonych dla weteranów amerykańskiej armii. Wybraliśmy się tam całą zgrają – ja, Paulina, Kasia – jej współtowarzyszka podróży oraz nasi waszyngtońscy gospodarze Christine i Victor. Miejsce jest naprawdę malownicze, położone w pobliżu lasu, eleganckie. Zapowiedzieliśmy wizytę w recepcji.

Początkowo do mieszkania Generała poszłam tylko ja z Pauliną. Przywitała nas asystentka Generała, a w końcu pielęgniarka przyprowadziła jego samego. Mimo iż Generał porusza się na wózku, siedzi dostojnie, po żołniersku wyprostowany. Ubrany był niezwykle schludnie i elegancko (zobaczcie sami na zdjęciach!). W połowie lat 90′ stracił wzrok, ale wciąż bardzo dobrze słyszy. Nie było problemów z rozmową, mówił jasno i z humorem, czasem tylko lekko się zacinając. Spotkanie trwało około 40 minut. Przez ten czas trochę to my opowiadałyśmy o nas i polskich Równych, to Generał mówił o swojej rodzinie i niezwykłej karierze. Każda z nas otrzymała też egzemplarz najnowszej książki Generała, wydanej – uwaga, uwaga – w zeszłym roku! Powstają już dwie kolejne.

Edward Rowny urodził się w 1917 roku w stanie Maryland. Jedno z moich pierwszych pytań dotyczyło pierwszej wizyty w Polsce. Wyobraźcie sobie, że było to w 1936 roku! Przyczyną było otrzymanie stypendium kościuszkowskiego na studia w Krakowe. Przy okazji młody Edward Równy podróżował sporo po całej Europie. Brał również udział w Olimpiadzie w Berlinie. Opowiadał, jak patrząc na demonstrację sił niemieckich nazistów, zrozumiał, że będzie wojna. To ostatecznie zmotywowało go do powrotu do USA i wstąpienia do Akademii Wojskowej West Point.

Po ukończeniu szkoły (studia inżynierskie na Johns Hopkins University, militarne w West Point, następnie też stosunki międzynarodowe na Yale, oraz doktorat na American University), Edward Równy zrobił niesamowitą karierę w amerykańskiej armii. Brał udział w wydarzeniach II wojny światowej, wojny w Korei, Wietnamie, a także w negocjacjach w sprawie broni nuklearnej w okresie zimnej wojny  z ZSRR. Doradzał pięciu kolejnym amerykańskim prezydentom (Nixon, Ford, Carter, Raegan, Bush).

Paulina zapytała się co było najtrudniejsze w funkcji głównego negocjatora w sprawie broni nuklearnej. I tu znowu zaskakująca odpowiedź – jakże szczera. Generał stwierdził, że same negocjacje – Rosjanie mówili świetnie po angielsku, znali amerykańską kulturę, zwyczaje, słabe strony rywala. Delegacja amerykańska podeszła do tematu bardziej arogancko, bez dobrego przygotowania. Nie jest aż tak ciężko w to uwierzyć…

Bardzo długo mogłabym ciągnąć tę opowieść – powstała o niej niejedna książka. Z interesujących wątków polskich – Generał osobiście sprowadził szczątki Ignacego Jana Paderewskiego do Polski w 1992 roku oraz ufundował stypendium dla polskich studentów na studia w Georgetown University, który specjalizuje się w nauczaniu stosunków międzynarodowych.

To spotkanie na pewno będę zaliczać do szczególnych momentów mojego pobytu w Stanach. To wspaniały zbieg okoliczności, że mieszkam akurat w okolicach Waszyngtonu, a połączenia z Generałem mama namierzyła akurat teraz – też całkiem przypadkiem. Pod koniec naszej wizyty, zaprosiłyśmy resztę naszej kompanii, żeby Victor mógł zrobić kilka zdjęć. Na nich również dostojna postać i bystry umysł Generała zrobiły duże wrażenie.

Po raz kolejny przekonałam się, że życie jest pełne szalonych i interesujących zasobów. Należy do nich sięgać, czerpać całymi garściami i wyciągać samą mądrość. Obcowanie z prawie stuletnim dalekim krewnym nasunęło mi jeszcze inną myśl – chciałabym w jego wieku mieć tak samo dużo niezwykłych historii do opowiedzenia. Mam nadzieję, że odziedziczę ten Równy gen długowieczności (mój dziadek też trzyma się świetnie!). No, i już trochę wiadomo, skąd ostatnie pokolenia Równych, w tym 3 młode Równinki mają zapędy podróżnicze. [Już ojciec Generała miał w sobie ten motorek i jeździł m.in. do Afryki, on sam prowadził różnej natury misje na całym świecie].

Oto album ze zdjęciami z weekendu w DC – wspaniałe towarzystwo Christine, Victora, Kasi i Pauliny, kwitnące wiśnie, oglądanie malutkiej pandy, podrywanie Marines, spóźnienie na poranny autobus do Charlottesville… Kolejny pamiętny weekend.

Komentarze

comments

Follow

Get every new post on this blog delivered to your Inbox.

Join other followers: