Just a few words

Muszę napisać o niedzieli! Bo to był super dzień.

Wstałyśmy niestety znowu późno, chociaż z imprezy wróciłyśmy dosyć wcześnie. Ogarnąwszy się, pojechałyśmy na obiad do domu przy Center (no dobra, w połowie drogi zadzwoniłyśmy po Łukasza – w niedzielę nie jeżdżą autobusy cały czas!! Jeszcze chyba tydzień trzeba wytrzymać w takich warunkach).

Karola (aka mama 😉 ), Łukasz, Dominik i Kasia z Jordanem zaprosili nas na wspaniaaaaały polski obiad!! Były SCHABOWE, ziemniaki (!!!) i przepyszna mizeria. To niesamowite, jak takie rzeczy smakują, kiedy się ich nie ma na co dzień. Jakby tego było mało, na deser była szarlotka z lodami 🙂 żyć nie umierać!

Po obiadku poszłyśmy na nasz basen Oxfordowy. Ja byłam na nim pierwszy raz – jakoś wcześniej się nie składało – tak to jest, jak się ma coś pod nosem. Dołączyli do nas Łukasz i Ivan, fajnie było!

To nie był wcale koniec atrakcji. Czekała nas jeszcze proszona kolacja! Tym razem gotował Josh, który już niejednokrotnie szeroko opowiadał o swoich umiejętnościach kulinarnych. Faktycznie mówił z pasją, dostawał wręcz słowotoków na ten temat. Rzeczywistość nas nie rozczarowała – Josh stawiał przed nami kolejne dania. Na przystawkę – panierowane kalmary i ośmiornice, później mule, a jako danie główne kurczaka zapiekanego w pomidorach i parmezanie. Dwie wspaniałe uczty jednego dnia = taaaaaakie szczęście! Nasi znajomi nas niesamowicie rozpuszczają. Dziękujemy bardzo!!!!!!!!!!

Po kolacji przenieśliśmy projektor (który w ogóle potrafi wyświetlać w 3D, tylko są 2 pary okularów, więc trochę za mało) do nas na górę i na pustej ścianie wyświetliliśmy film. Ja oczywiście zasnęłam po jakiejś godzinie (kto mnie zna, ten wie, że i tak długo wytrzymałam), ale cóż, i tak było super 🙂

 

2013-08-11_22-31-39_987

 

 

 

 

 

 

 

 

Dzisiaj… znowu był poniedziałek!

David się chyba zorientował, że trochę byłam zostawiona samopas, bo dzisiaj się upewniał czy wszystko ok i omawiał ze mną różne rzeczy, zachęcał, żebym zadawała pytania. Bardzo dobrze w sumie 🙂

Oczyściłam dzisiaj moje białeczko. Trochę mi się nie chce wierzyć, że wszystko po drodze poszło tak gładko… Zobaczę jutro, jak przeprowadzę testy. Może dopisze głupie szczęście, ciężko powiedzieć.

W każdym razie w tym obrazku:

mals_which_step_have_you_reached_today

 

 

 

 

 

 

 

 

 

doszłam do etapu ‚I did it’, przechodząc przez wszystkie poprzednie. Zobaczymy tylko, czy nie będę musiała powtórzyć całej procedury 😛 No, ale takie życie.

Dzisiaj w nagrodę za przetrwanie poniedziałku był trening z Martą i wspólne (jeszcze z Randi i Joshem, którzy wpadli z dyniowymi muffinami) oglądanie pierwszego odcinka Gry o Tron (też na ścianie, to jest taaaakie super!).

Idę spać, bo nie dam rady jutro!

Dobranoc Ameryko, dzień dobry Polsko 🙂

K8i

Komentarze

comments

Follow

Get every new post on this blog delivered to your Inbox.

Join other followers: