O tym, dlaczego naukowcy są jak artyści oraz jak czasami odwraca się dzień.

Macie czasami tak, że dzień mija jakoś ciężko, nie tak jak trzeba? Nie spodziewacie się już niczego dobrego i staracie się tylko dotrwać do końca?

Naukowiec jest trochę jak artysta – kiedy ma natchnienie, praca idzie dobrze, wykonuje ją z energią i entuzjazmem, choć często z odpowiednią dozą pokory wobec trudnych technicznie doświadczeń. W takie dni wszystko jest pozytywne, a praca daje satysfację. Jednak te chwile przeplatają się z przypływami niemocy. Jak artysta, który ma przestój w swojej twórczości, naukowiec zastanawia się, czy jego działanie ma w ogóle sens. Czy jego praca ma jakąkolwiek wartość, bo kogo tak naprawdę obchodzi mechanizm działania jakiegoś białka? Skąd wszyscy wybitni ludzie na około biorą swoje genialne (często irytująco proste i logiczne) pomysły?

Taki właśnie kryzys dopadł mnie dzisiaj w pracy, już mi autentyczne łzy stały w oczach. Taka właśnie tragedia dnia codziennego, problemy pierwszego świata i inne takie. Postanowiłam jednak wykonać swoją pracę tak, jak dam radę. Wyszło całkiem nieźle 🙂 Odwaliłam robotę mało ambitną, ale konieczną do przeprowadzenia kolejnych kroków.

Potem zjadłam dobre japońskie jedzonko (dziwne sushi i sałatkę z wodorostów – od razu pozcułam się zdrowo) i pojechałam na jogę. Workout ostatecznie odwrócił fazę mojego dnia, wyciszyłam się i zaczęłam uśmiechać 🙂 Wracając myślałam o tym, jak jest cieplutko, jak się cieszę, że akurat w tym roku trafiła się tak malownicza i „letnia” jesień. Wpadłam w prawdziwą euforię.

So, let’s thank for the gift of yoga. Let’s thank UVa for the gift of AFC. Let’s just thank for stuff. Namaste.

<3

K8i

Komentarze

comments

Follow

Get every new post on this blog delivered to your Inbox.

Join other followers: