Dalsze odkrywanie osobliwych amerykańskich tradycji

 

Kilka ciekawych wydarzeń miało miejsce w moim życiu w ostatnich tygodniach. Niektóre z nich z listy zrobić podczas pobytu w USA. Przedstawię wszystko chronologicznie.

Polish cooking class

Lorna Sandberg International Center raz w  miesiącu organizuje lekcję gotowania. Nauczycielami są wolontariusze, którzy prezentują jak przygotować ich narodowe potrawy. Beata zgłosiła się jako instruktorka w temacie polskiej kuchni. Jako że roboty z organizacją trochę było (wcale nie taki prosty wybór potraw do zrobienia w 2h, rozpisanie przepisu do materiałów drukowanych, listy zakupów, zrobienie zakupów, przyjście wcześniej żeby przygotować produkty), pomagałam trochę i ja.

Zdecydowałyśmy się na potrawy wigilijne, bo dopiero co wróciłyśmy z Polski i przeżywałyśmy tęsknotę za tymi pysznościami. Gotowany był barszcz, uszka i ryba po grecku. Przyszło około 30 osób, pełna obsada – kuchnia polska wydawała być się dosyć egzotyczna, zwykle królują różne odmiany azjatyckich potraw. Oczywiście miałyśmy sporo obaw, czy wszystko wyjdzie smacznie, czy ludzie się zaangażują itp. Dla mnie największym zaskoczeniem okazała się ogólna fascynacja lepieniem uszek 🙂 W pewnym momencie dosłownie wszyscy rzucili się do produkcji, a pierożki wyszły naprawdę piękne.

Gar barszczu, masa uszek i kilka półmisków ryby po grecku zniknęły bardzo szybko, z czego wnioskujemy, że smakowały wielonarodowej zgrai. Fajnie poczuć, że chociaż mieszkamy tak daleko od domu, to nasza kultura  jest w nas i możemy się nią dzielić (wymieniać?) z innymi. I że te osoby są nią zachwycone. Duma!

[większość zdjęć z fanpage na Facebooku]

Baby shower

Rzecz zupełnie nieznana w Polsce, typowo amerykańska tradycja. Spotkanie zorganizowane dla kobiety, która niedługo urodzi dziecko. Pierwotnie – ceremonia włączenia w krąg matek. Współcześnie – impreza bardzo komercyjna.

Dużo mówią już zaproszenia. Na pierwszej stronie bocian, zdjęcie dzidziusia. Uroczo, słodko, człowiek bezwiednie się uśmiecha. Na odwrocie za to znajduje się informacja, gdzie para zarejestrowała prezenty. W drugiej dekadzie XXI wieku procedura wygląda następująco. Należy wejść na stronę sklepu internetowego, wpisać nazwisko osoby, przez którą lista została utworzona, wybrać prezenty i zrobić przelew. Reszta dzieje się poza nami – paczka jest wysyłana bezpośrednio do obdarowanych. Żeby nie przychodzić z pustymi rękami, należy przynieść jeszcze jeden prezent. W tym konkretnym przypadku była to książka dla jeszcze nie urodzonej dziewczynki (nie bardzo rozumiem czemu akurat książka, raczej prędko się nie przyda… chyba to coś w stylu przyszłego kapitału intelektualnego).

Stali czytelnicy łatwo odgadną, że trio z Oxford Hill zaproszone zostało na baby shower Randi (i Josha, ale w centrum uwagi zawsze jest mamusia). Zabrałyśmy Chrisa jako wsparcie i ruszyliśmy w drogę.

Impreza zorganizowana była przez rodziców Josha. W związku z tym odbyła się w ich domu, prawie 2 godziny drogi od Charlottesville. Kiedy przyszliśmy, większość gości była już na miejscu. Często baby shower jest tylko dla kobiet, ale nie tym razem. Przekrój gości był pełen, od dzieciaczków z rodziny po dziadków, ciocie i wujków, a także przyjaciół rodziny no i znajomych młodych rodziców (chociaż wbrew pozorom, ta grupa była najmniej liczna).

Szczególnie charakterystyczny był wystrój. Mama Josha przepięknie ozdobiła dom, utrzymując różową kolorystykę i nie dając zapomnieć co świętujemy. Wszędzie wisiały baloniki, dziecięce ubranka i inne urocze atrybuty.

Szczerze powiedziawszy byłam trochę zaskoczona ilością jedzenia. Spodziewałam się, że będzie to główna atrakcja (wishful thinking), natomiast ograniczono się do chipsów z wspaniałymi dipami oraz dwóch garów zupy chili. No i oczywiście ogromnego okolicznościowego tortu, który nazwałabym cukrzycą na żądanie 😉

Baby shower ma swój specyficzny przebieg i nie może zabraknąć specjalnych konkursów. Pierwszy był dla panów. Każdy miał włożyć sobie pod koszulę balon, udający ciążowy brzuszek. Konkurs wygrywał ten, który najszybciej „urodzi” balon bez użycia rąk. Konkurs dla kobiet był wg mnie jeszcze lepszy. Siedem pieluszek zostało oznakowanych różnego rodzaju czekoladowymi przysmakami. Każda z pań musiała otworzyć pieluchę i zbadać korzystając z własnych zmysłów (wzrok, węch, dotyk, dla chętnych smak) co to za batonik. Wyglądało to naprawdę obrzydliwie.

Inną aktywnością, która toczyła się przez całą imprezę, było robienie opasek na głowę dla malutkiej Sophie. Pół długiego stołu zajmowały materiały – wstążeczki, kwiatuszki, klej na ciepło. Jak się okazało na końcu, to także była kategoria konkursowa. Randi i Josh wybrali 3 najładniejsze opaski, a ich autorzy dostali nagrody.

Cała impreza wzbudziła we mnie mieszane uczucia. Z jednej strony, niezwykle urocze spotkanie, celem wsparcia dziewczyny z ogromnym brzuchem, która pewnie jest trochę przerażona. Z drugiej, bardzo duże było nastawienie na prezenty, wg mnie trochę ich za dużo (dziecko nie będzie małe na tyle długo, żeby założyć wszystkie ubranka w rozmiarze new born, poza tym – spokojnie można używać ubranek po innych dzieciach w rodzinie i wśród znajomych, to ekologicznie i ekonomicznie uzasadnione). Z godzinę trwało publiczne otwieranie paczek, łącznie z mówieniem, kto ją przyniósł. Dla nas to było trochę niesmaczne, ale to pewnie kwestia przyzwyczajenia.

Podsumowując, nie dziwię się, że w filmach i serialach chodzenie na baby shower do znajomych jest raczej przedstawiane jako koszmar. Mimo to cieszę się, że miałyśmy okazję przeżyć coś takiego na żywo – to prawdziwe poznawanie amerykańskiej kultury. A jak już chodzić na baby shower, to w tym najpiękniejszym wydaniu. To zapewniła mama Josha, Michelle. Zobaczcie tylko zdjęcia!

Super Bowl

…czyli finał amerykańskiej ligi footballowej (National Football League, NFL). W tym roku grali Seattle Seahawks przeciw Denver Broncos. Football amerykański nie należy według mnie do sportów, które szczególnie dobrze ogląda się w telewizji, poza tym pierwsza drużyna wygrała z wielką przewagą (43:8), także gra była przewidywalna. No, ale przecież nie o grę tu chodzi. Super Bowl to dzień apogeum amerykańskiego footballowego szału, dzień specjalnych game snacks (głównie panierowane skrzydełka), kupowania gadżetów, spotkań z rodziną i znajomymi, a przede wszystkim ogromny biznes. Za pośrednictwem Youtuba, światową sławę zdobywają reklamy, emitowane w przerwach (a także przed i po grze). Są one specjalnie nagrywane na tę okazję, kiedy oglądalność jest szczytowa i stały się już wydarzeniem samym w sobie.

Ja i Betti oglądałyśmy mecz (czy raczej jego część) w International Center w ramach zorganizowanego spotkania. Mi osobiście najbardziej podobał się koncert w przerwie między połowami. Bruno Mars zaśpiewał dwie piosenki, a Red Hot Chili Peppers jedną, ale za to z przytupem 🙂 Chociaż nie jest łatwo naprawdę emocjonować się Super Bowl, to jest to jedno z tych wydarzeń, które chciałam przeżyć podczas pobytu w Stanach.

Otwarcie Igrzysk Olimpijskich w Soczi

Relację (nie na żywo – różnica czasowa) oglądałyśmy znowu w naszym ulubionym międzynarodowym domu. Amerykanie nie pałają, jak wiadomo, miłością do Rosjan, dlatego nie było aż tak wielkiego poruszenia. Ja, pamiętając otwarcie z Londynu, nie mogłam się doczekać. Spektakl był według mnie bardzo piękny, szczególnie fragmenty baletowe. Niefortunna sytuacja z nieotwartym kołem olimpijskim (nota bene reprezentującym obie Ameryki) zostawiła jednak pewien niesmak. Chociaż sama koncepcja rozwijających się śnieżynek była urzekająca!

 

Zaczynam już czuć, że czas dziko galopuje i nie do końca potrafię nad tym zapanować. Mam nadzieję, że uda mi się wyciągnąć ile się da z pozostałych kilku miesięcy w USA. Tak, to już tylko kilka miesięcy!… Trochę mnie to stresuje, chciałabym jak najwięcej podziałać w labie, zebrać dane  i zamknąć je w ładnej pracy magisterskiej. Może uda mi się też zorganizować jakąś większą podróż… Jest kilka pomysłów. Z drugiej strony, tęsknię porządnie za Europą, za tym co znajome i swojskie, za brakiem baby showerów i pysznym jedzonkiem, za bliskimi ludźmi i braniem udziału w ich życiach. Ale staram się nie przejmować i cieszyć się chwilą. Jeśli takie sprzeczne emocje są ceną za urozmaicone życie, to proszę bardzo – mogę ją zapłacić 🙂

K8

Komentarze

comments

Follow

Get every new post on this blog delivered to your Inbox.

Join other followers: