Radości deszczowego weekendu

W każdy piątek wieczorem przepełnia mnie energia do odpoczywania 🙂 Zawsze mam ochotę gdzieś wyjść, zrobić coś fajnego, innego niż przez cały tydzień.

W ten piątek było tak samo, do momentu, kiedy nie przyszło nam do głowy, żeby obejrzeć kolejny odcinek „Gry o Tron”. Godzinne oglądanie, w połączeniu z wypiciem dwóch piwek, spowodowało natychmiastowy efekt usypiający. W rezultacie poszłam spać o północy, nie opuszczając mieszkania nawet na moment. Ale cóż, potrzebowałam widocznie odpoczynku 🙂

Sobota zaczęła się bardzo przyjemnie. Z inicjatywy Ivana, grupą kilku osób wybraliśmy się na poranną kawę do miejsca, w którym pracuje Randi. Mają tam przepyszną, świeżo paloną kawę, zapach unosi się wszędzie, zostaje nawet na ubraniu. Sobotnie śniadanie to dla mnie świętość, najprzyjemniejszy chyba posiłek, więc bardzo się cieszyłam, że mogę go spędzić go w gronie znajomych, w przytulnie urządzonej kawiarni. Wprawiło mnie to w dobry nastrój od samego rana.

Po śniadanku Josh dzielnie pojechał z nami na zakupy. Dziewczyny zaszalały trochę bardziej, ja wyszłam z nowymi Conversami w kolorze odblaskowo-malinowym 🙂

Później przyszedł czas na lunch w Lemon Grass i krótką wycieczkę do labu. A potem… główny punkt programu!!! Otóż piszę właśnie z mojego nowego komputera 😀 Korzystając z tego, że elektronika jest o wiele tańsza w  USA niż w Polsce, spełniłam swoją geekową zachciankę i kupiłam wymarzony komputer. Nazywa się Yoga i można z niej zrobić tablet 🙂 jupiii! Oczywiście jako totalnie komputerowy człowiek byłam bardzo podekscytowana i szczęśliwa. Cały czas odkrywam nowe rzeczy i to jest suuuuper 🙂

Wieczorem razem z Martą, Randi i Joshem pojechaliśmy do znajomych na oglądanie zdjęć z Hawajów. W pewnym momencie wyszliśmy na chwilę się przewietrzyć i przez przypadek trafiliśmy do domu naprzeciwko. Okazało się, że był tam już Paweł i grał na gitarze. Potem grał Josh. Po chwili okazało się, że obecnych jest jeszcze kilkoro muzyków. Ostatecznie grali na zmianę na gitarze, bębenku Pawła i uwaga… saksofonie! Cała akcja, że obcy ludzie spotykają się i po chwili zaczynają improwizować, grać i śpiewać była magiczna 🙂 Śpiewaliśmy też trochę polskich piosenek, a na koniec piosenki z filmów Disneya w różnych językach 🙂 Taki to jest właśnie klimat w Szarlotce – czasem zupełnie przypadkiem poznaje się wspaniałych ludzi i spędza najlepszy czas!

Dzisiaj rano zamieszkał z nami nowy współlokator – kotek rasy Manx o imieniu JB 🙂 Tak naprawdę należy do Randi i Josha, ale z powodu perturbacji mieszkaniowych zostanie jakiś czas u nas. Jest niezmiernie piękny, ma charakterystyczny dla rasy krótki ogon i psi charakter 🙂

Z powodu kiepskiej pogody – deszcz przez całą noc i pół dnia – niedziela minęła leniwie i sennie. Pojechałam na zakupy spożywcze do fajnego, „lepszego” marketu z Jake’iem, znajomym z piętra, potem naszym standardowym 5-osobowym składem (+ JB) obejrzeliśmy „Parnassusa”. Później przyszła „pora na trening”, który był dosyć szczególny, bo Ewa Chodakowska hasała po ścianie w rozmiarze zbliżonym do 1:1. Już się tak przyzwyczaiłyśmy do tego projektora, że jak właściciele zabiorą go z powrotem, to chyba kupimy sobie własny, jakiś używany.

Tyle się działo w ten weekend, że na pewno o czymś zapomniałam. Trudno, będę najwyżej dopisywać 🙂 🙂 Czas na kilka zdjęć! Enjoy.

K8i

Komentarze

comments

Follow

Get every new post on this blog delivered to your Inbox.

Join other followers: